Blog poświęcony głównie tematyce związanej z informatyką oraz użytkowymi aspektami komputerów i Internetu.
Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.0 Polska

darmowe liczniki
Kategorie: Wszystkie | informatyka | przemyślenia | użytkowe
RSS
piątek, 23 października 2009
Ipla – program do oglądania telewizji

Ostatnio miałem okazję przetestować aplikację Ipla służącą do oglądania materiałów wideo. Jest to darmowy program za pomocą którego mamy możliwość oglądania materiałów zgromadzonych w katalogu Ipla (można oglądać tylko to co jest dostępne w katalogu, Ipla nie jest odtwarzaczem wideo). Użytkownicy konta płatnego mają możliwość oglądania kilku dodatkowych kanałów, w tym takich, które są transmitowane na żywo jak. np Polsat News; oraz mogą oglądać wideo w wyższej jakości. 

Sama aplikacja jest wykonana solidnie, działa bez problemów na koncie zwykłego użytkownika w systemie Windows (jak wspominałem, z tym bywa różnie). Odtwarzanie przy najwyższej jakości pobiera dane z prędkością ok. 140 KB/s. Interfejs jest przejrzysty i łatwy w obsłudze, sprawia wrażenie dobrze zaprojektowanego - łatwo i szybko można zorientować się w dostępnych opcjach oraz hierarchii nagrań wideo.

Użytkownik ma do dyspozycji 5 kategorii tematycznych: seriale, rozrywka, wiadomości, sport. Można obejrzeć odpowiednio np. konkretny odcinek serialu (liczba materiałów wiedo w kategorii seriale jest chyba największa), nagranie występu kabaretu, materiał z wiadomości Polsat, skróty meczów. Jest dostępna wyszukiwarka - co znacznie ułatwia odnalezienie danego materiału. Z pewnością wiele osób zada w tym momencie pytanie: co jest lepszego w korzystaniu z takiego oprogramowania od ręcznego wyszukiwania wideo np. w youtube i oglądania w przeglądarce? Moim zdaniem program jest z pewnością lepszy:

  • Nie mamy denerwującego ograniczenia długości materiału jak w youtube
  • Jest to program, który służy tylko do oglądania wideo i do tego został zaprojektowany - transmisja wideo jest stabilna, nie zdarzaja się zacinanie odtwarzania, można swobodnie "poruszać" się po całej długości nagrania, mamy do dyspozycji aż 3 poziomy jakości -  żadna z tych cech nie jest dostępna w przypadku oglądania filmów w przeglądarce.
  • Program posiada funkcjonalności społecznościowe -  jest wbudowany komunikator, lista znajomych, można dowiedzieć się kto również ogląda dany przekaz.

Moim zdaniem jest to rozwiązanie warte polecenia, aczkolwiek w sensie usługi chyba trochę "niedojrzałe". Przede wszystkim baza nagrań jest (jeszcze) zbyt uboga. Producent chwali się dostępnością "tysięcy" odcinków seriali - i faktycznie fani głupkowatych polskich produkcji nie będą zawiedzeni - ale jeśli chodzi o ciekawsze i bardziej ambitne materiały to już pojawia się problem. Video On Demand, bo do tej kategorii zalicza swój program producent, zawsze kojarzył mi się z możliowością obejrzenia pełnometrażowego filmu - jest to coś, czego oczekiwałbym od płatnej wersji usługi. Liczba kanałów transmitowanych na żywo (dostępnych tylko w wersji płatnej) jest na dzień dzisiejszy również bardzo skromna.

Podsumowując myślę jednak, że jest to usługa warta zwrócenia uwagi - Video On Demand jest w Polsce raczej we wczesnej fazie rozwoju i zapewne będzie się coraz dynamiczniej rozwijał.  W Ipli jest spory potencjał, widać, że technicznie jest przygotowana bardzo dobrze i jeżeli rozwój pójdzie w kierunku powiększania oferty programowej to z całą pewnością będzie ona warta polecenia - myślę, że jest wielu użytkowników, którzy byliby gotowi skorzystać również z płatnej wersji po to, aby w naprawdę wygodny sposób obejrzeć sobie film.

 

IPLA

sobota, 17 października 2009
Usuwanie polskich znaków z dokumentu tekstowego w systemie Linux

Musialem ostatnio pozbyć się polskich znaków z pliku tekstowego pracując w systemie Linux. Z pewnością jest sporo sposobów, ale ponieważ nie chciało mi się szukać wymyśliłem własny. Kilka lat temu spisałem kody wszystkich polskich znaków w Windows-1250, ISO-8859-2 i UTF-8. Dokument ten umieściłem tutaj. Aby usunąć polskie znaki wystarczy użyć polecenia tr, które idealnie się do tego nadaje, umieszczając kody znaków (ósemkowo) jako ciąg do zamiany. Zakładam, że mamy do czynienia z kodowaniem ISO-8859-2 - z UTF-8 nie chciało mi się kombinować, ze względu na 2-bajtowe kody znaków, co trochę skompikowałoby polecenie. Zapisu do ISO-8859-2 można dokonać w większości edytorów tekstowych dostępnych w systemie Linux. Skrypt usuwający polskie znaki przy takich założeniach wygląda tak:

#!/bin/sh
cat $1 | tr '\277\363\263\346\352\266\261\274\361' zolcesazn > $1

PS. Bardziej zaawanoswanym narzędziem do manipulacji kodowaniem jest polconv.

poniedziałek, 12 października 2009
Przesyłanie plików przez Internet

Banalna czynność. Wszyscy przesyłają pliki przez Internet. Jednakże prostota tej czynności jest odwrotnie proporcjonalna do liczby plików i/lub ich objętości. Ostatnio musiałem przesłać ok. 600 plików o łącznej objętości ok 2 GiB. Są to wielkości przy których "wymiękają" powszechnie znane rozwiązania. Poniżej któtkie zestawienie rozważanych sposobów przesyłania plików oraz opis tego, które zdecydowałem się zastosować.

  • Poczta elektroniczna. Odpada jeśli chodzi o duże pliki. Co prawda współcześni dostawcy darmowych skrzynek kuszą pojemnościami rzędu kilku GiB, ale powiedziałbym, że jest to w pewnym sensie iluzja. Owszem mamy tyle do dyspozycji, ale mało kto będzie w stanie nam tyle wysłać - chyba wszyscy dostawcy stosują ograniczenia wielkości wysyłanego listu, przykładowo GMail - 25 MiB - jest to słuszne i uzasadnione ochroną przed automatami wysyłającymi spam. Dostawcy płatnych rozwiązań np. home.pl nie stosują ograniczeń wielkości wysyłanej przesyłki, ale są raczej mało popularni w kategorii skrzynek pocztowych. Moim zdaniem poczta nadaje się do przesyłania plików o względnie małej wielkości rzędu kilku MiB.
  • Serwis hostingowy typu Rapidshare, 4Shared, Drop.io etc. Odpada jeśli chodzi o duże pliki, dodatkowo kwestia upublicznienia materiału, który chcę przekazać w sposób poufny. Należałoby użyć szyfrowania. Dodatkowy kłopot - rozwiązanie bez sensu.
  • Serwis przesyłający plik w czasie rzeczywistym typu filesovermiles.com czy jetbytes.com. Odpada jeśli chodzi o duże pliki. Co prawda serwisy te uważam za rewelacyjną usługę ułatwiającą przesył plików, jednakże ze względu na pośredniczącą rolę serwera wprowadzany jest spory narzut na szybkość (jetbytes.com - szybkość ok. 20 KiB/sek, to bardzo niewiele). Wolałbym z resztą rozwiązanie, które umożliwi mi wznowienie przerwanego transferu.
  • Przesył plików w komunikatorze internetowym. Odpada w ogóle. Konia z rzędem temu, komu ta funkcjonalność w ogóle działa w najlpopularniejszym w naszym kraju komunikatorze. W przypadku klienta za NATem można zapomnieć o przesłaniu pliku do znajomego przez GG.
  • Postawienie własnego serwera FTP. Odpada - za duży kłopot. Problem z wyborem łatwego w obsłusze i bezpiecznego serwera. Ponadto wystawianie otwartego portu FTP na świat nie jest najlepszym pomysłem ze względów bezpieczeństwa - należałoby dokładnie skonfigurować konto użytkownika i poustawiać zabezpieczenia. Dodatkowo mozna narazić się na atak DoS. Domowy komputer z systemem Windows nie jest maszyną dobrze przygotowaną do roli serwera.

Jak widać jestem wymagający ;).  Rozwiązaniem, które okazało się satysfakcjonujące jest program do tworzenia VPN o nazwie Hamachi razem z programem kopiującym foldery Microsoft Robocopy. Hamachi umożliwia stworzenie wirtualnej prywatnej sieci lokalnej zabezpieczonej hasłem. W systemie widoczny jest jako dodatkowa karta sieciowa. Cały ruch po tej karcie w rzeczywistości jest tunelowany przez syfrowane algorytmem AES połączenie do serwera Hamachi albo bezpośrednie połączenie do peer'a nawet znajdującego się za NAT'em (Hamachi potrafi automatycznie skonfigurować przekierowania portów w urządzeniu sieciowym) . W praktyce, od strony użytkownika wygląda to tak jakby była zwyczajna sieć lokalna. Transfer plików odbywa się poprzez folder udostępniony Windows przy użyciu programu kopiującego Robocopy. Jest to zaawansowane narzędzie do kopiowania plików, które wyświetla bogate statystyki oraz ma bardzo duży zestaw opcji - w tym możliowść wznawiania przerwanego transferu. Oto co udało się zyskać:

  • Bezpieczeństwo - połączenie jest szyfrowane i w wiekszości przypadków ustanowione bezpośrednio do innego komputera (jeżeli nie udało się ustawić przekierowania portów, wówczas połączenie jest pośrednio przez serwer Hamachi - te szczegóły techniczne konfigurują się automatycznie bez ingerencji użytkownika). Nie muszę się martwić, że ktoś podejrzy zawartość przesyłanych plików. Nie muszę ich dodatkowo zabezpieczać.
  • Szybkość - co prawda serwer pośredniczący Hamachi również wnosi pewien narzut szybkościowy, ale w praktyce udało się uzyskać prędkości rzędu 100 KiB/sek przy wysyłaniu, co było satysfakcjonujące.
  • Wygoda - przeglądanie zawartości udostępnianych katalogów przy użyciu standardowych narzędzi. Nie muszę kompresować plikow ani poddawać ich innym zabiegom.
  • Dokładne informacje o postępie kopiowania - informacje podawane w trakcie działania Robocopy są bardzo bogate
  • Możliowść przerwania i wznowienia transmisji w dowolnej chwili
  • Automatyzacja działania - Robocopy zachowuje się "inteligentnie" w przypadku chwilowych problemów z siecią i wielokrotnie ponawia próby kopiowania. Po uruchomieniu tego narzędzia można spokojnie zająć się czymś innym - przy ustawieniach domyślnych program nie poddaje się przy pojedynczym błędzie tylko czeka 30 sek. a następnie ponawia próbę - i tak milion razy (parametry te można ustawić)

Poniżej zrzut ekranu z konsoli po zakończonym transferze Robocopy. Szybkość jest tu mniejsza niż wspominane 100 KiB/sek ponieważ transfer odbywał się z maszyny o łączu 32 KiB/sek - jak widać "tunelowanie" zabiera ok. 4 KiB/sek - tutaj mamy statystyki z poziomu łącza VPN, na poziomie rzeczywistego połączenia do peer'a szybkość wynosiła w przybliżeniu właśnie 32 KiB/sek.

Microsoft Robocopy

PS. Hamachi jest szeroko stosowanym rozwiązaniem wśród amatorów gier działających w sieci lokalnej. Znakomicie nadaje się do "zwirtualizowania" sieci lokalnej wszędzie tam gdzie istnieje taka konieczność, a dysponujemy tylko łączem internetowym.

poniedziałek, 07 września 2009
Nie lubię reklam w GG c.d.

Tak po prostu ich nie lubię. Denerwują mnie. Są głupie. Jako dość skomplikowane animacje nierzadko pochłaniają niepotrzebnie moc obliczeniową procesora. Ich ładowanie opóźnia pojawienie się okienka z rozmową. Powodów jest mnóstwo.

OK. Rozumiem model finansowania najlpopularniejszego komunikatora. Rozumiem, że dostaję za darmo program i usługę więc w zamian powinienem posłusznie gapić się w zjadliwie pokolorowane rozpraszające uwagę skaczące zygzaki. Byłoby to nawet w porządku, gdyby nie moje nieodparte wrażenie, iż wyświetlanie reklam przez aplikację kliencką GG dostało się na miejsce pierwsze celów projektowych tej aplikacji. A dostarczanie wiadomości dopiero na miejscu drugim. Zauważyłem, że reklamy wyświetlają się zawsze podczas gdy spotkałem się niestety wielokrotnie z sytuacją, w której wiadomość nie została dostarczona. Nie muszę chyba pisać w tym miejscu, że komunikatorowi można wybaczyć różne uchybienia, ale niedopracowania swojej podstawowej (teoretycznie) funkcji już nie.

Niestety przedstawiony przeze mnie na tym blogu sposób pozbycia się reklam przestał działać. Nie udało mi się ustalić dokładnie dlaczego, z powodu zmian jakie wprowadzałem w tym czasie w swoim systemie. Być może:

  • Twórcy zadbali o sprawdzanie czy Internet Explorer jest w trybie online
  • Przedstawiony sposób przestaje działać po zainstalowaniu Internet Explorera 8

Nieważne. Przedstawiony przeze mnie sposób dział na pewno dla starszych wersji komunikatora i/lub przeglądarki dlatego nie kasuję tamtego wpisu, ponieważ nadal może się komuś przydać. Postanowiłem natomiast przeprowadzić kilka eksperymentów i zbadać czy istnieje inny prosty, bezpieczny i legalny sposób wyłączenia reklam. Oczywiście, że istnieje :) - wymyśliłem go po zaledwie kilkudziesięciu minutach "badań". Z pomocą znów przychodzi flash'owa natura skocznych bazgrołów.

Przechodząc do rzeczy. W poprzednim wpisie wspominałem o programie służącym do izolacji - Sandboxie. Programy uruchamiane w piaskownicy nie mogą wprowadzać bezpośrednio zmian na dysku. Wszystkie ich operacje zapisu kierowane są do wyznaczonego przez nas folderu. Sandboxie oferuje jednak znacznie bogatsze możliwości, m. in.:

  • Blokowanie dostępu do rejestru
  • Blokowanie dostępu do sieci
  • Blokowanie dostępu do obiektów IPC
  • Blokowanie dostępu do wskazanych plików na dysku

Wszystko to dla wybranego przez nas programu. Rozwiązaniem jest zablokowanie dostępu do katalogu w którym znajduje się kontrolka ActiveX Adobe Flash :). Dzięki temu GG znów zaczyna wyświetlać ładne białe okienko zamiast denerwujących reklam. Poniżej przedstawiam 2 zrzuty ekranu obrazujące co i gdzie należy wpisać w ustawieniach piaskownicy (oczywiście z dokładnością do nazw folderów, które być może trzeba będzie dopasować do swoich, jeżeli są niestandardowe):

Dla poprawnego działania GG dodajemy jego foldery (instalacyjny i profilu)  do list folderów do których program ma mieć dostęp bezpośredni (tzn. nie przez piaskownicę):

Sandboxie

Blokujemy użycie przez GG kontrolki Flash poprzez dodanie katalogu Flash'a do list blokowania:

Sandboxie

To wszystko! Sposób jest legalny ponieważ niczego wchodzącego w skład aplikacji GG nie modyfikuje. Wykorzystuje po prostu w sprytny sposób sprytne i darmowe narzędzie jakim jest Sandboxie :) Oczywiście uruchamianie GG w Sandboxie wnosi dodatkowe bezpieczeństwo przed zagrożeniami mogącymi rozpowszechniać się tą drogą (kosztem troszkę mniej wygodnego odbierania plików, przyda się skonfigurowanie również pewnego folderu dostępu bezpośrednioego do którego będziemy odbierać pliki od znajomych, w przeciwnym razie wylądują one w folderze piaskownicy - ale to szczegół, z resztą wysyłanie plików i tak rzadko działa w GG)

Możemy również zmodyfikować sobie skrót do GG tak, aby otwierał komunikator od razu w piaskownicy. W tym celu we właściwościach skrótu jako ścieżkę wpisujemy:

"C:\Program Files\Sandboxie\Start.exe" /box:Nazwa_Naszej_Piaskownicy "C:\Program Files\Nowe Gadu-Gadu\gg.exe"
środa, 26 sierpnia 2009
Gadżet wirtualnych pulpitów w systemie Windows

Istnieje dodatek do systemu Windows XP umożliwiający korzystanie ze znanych w systemach linuksowych wirtualnych pulpitów. Jest to narzędzie niezwykle praktyczne, ale mało znane. Narzędzie nazywa się Virtual Desktop Manager i wchodzi w skład Windows XP PowerToys. Do pobrania za darmo spod adresu http://www.microsoft.com/windowsxp/downloads/powertoys/xppowertoys.mspx

Podpowiem jeszcze możliwe "scenariusze" użycia tego narzędzia. Po zainstalowaniu, na pasku narzędziowym obok zegara, po kliknięciu PPM możemy wybrać pasek Desktop Manager. Obok zasobnika z zegarem pojawiają się wtedy takie przyciski:

MSVDM

Każdy z nich reprezentuje oddzielny wirtualny pulpit na którym możemy mieć odrębny zestaw otwartych okienek i tapetę. Osobiście mam pewne zastrzeżenia do sposobu przenoszenia okienek między pulpitami - trzeba zaznaczyć opcję Shared Desktops, kliknąć przycisk docelowego pulpitu i kliknąć okienko tak, aby nie było zwinięte do paska zadań. Wówczas po odznaczeniu Shared Desktops wybrane okienko zostaje na stałe w wybranym pulpicie i nie jest widoczne w innych. Każdy, kto korzysta z linuksa kojarzy zapewne, że w dowolnym środowisku graficznym jest to rozwiązane dużo lepiej poprzez prostą opcję w rodzaju "przenieś okienko x na pulpit y".

Niemniej jednak za wygodę korzystania z 4 pulpitów warto znieść tę drobną niedogodność z przenoszeniem okienek. Osobiście wykorzystuję to narzędzie w ten sposób, że np. na pulpicie nr 1 mam otwartą przeglądarkę internetową, na 2 okienko z wirtualną maszyną, na kolejnym mam zawsze owtartą konsolę i menedżer plików z uprawnieniami administracyjnymi. Dzięki temu mam zawsze pod ręką najczęściej używane narzędzia i jednocześnie unikam bałaganu i chaosu spowodowanego niezdrową liczbą pootwieranych okienek.